|
 Agnieszka Świta
Agnieszka jest osobą totalnie poświęconą swojej muzycznej pasji. To dla muzyki porzuciła Polskę i przeprowadziła się do Wielkiej Brytanii. Jak sama mówi, jest tam szczęśliwa, bo może realizować się w tym, co naprawdę kocha. Razem ze znanym brytyjskim muzykiem stworzyła rockoperę, której jest inspiracją i głównym głosem. Operę, z którą dociera do wielu zakątków świata.
Clive Nolan to znany i ceniony, nie tylko w Wielkiej Brytanii, kompozytor, klawiszowiec, wokalista i producent. Od połowy lat osiemdziesiątych został stałym członkiem progresywno rockowego zespołu Pendragon, grając na instrumentach klawiszowych. Od tego momentu jego muzyczna kariera potoczyła się błyskawicznie. Nolan, oprócz Pendragonu, udzielał się w niezliczonej ilości muzycznych projektów. Nosząc w sobie od dawna pomysł stworzenia opery rockowej z utalentowaną wokalistką, kilka lat temu przystąpił do jego realizacji. Zespół nazwany został Caamora, a jego drugą połową okazała się Polka – Agnieszka Świta. Kobieta, która dla współpracy z Nolanem zdecydowała się wywrócić swoje życie o180 stopni.
Jak poznałaś Clivea Nolana, który, co by dużo nie mówić, mocno wpłynął na Twoje życie? Czy wiedziałaś już wtedy, kim jest, znałaś jego twórczość? Poznałam go przez wspólną znajomą. Moja przyjaciółka pracowała, jako dziennikarka i przeprowadzała wywiad z Clivem do magazynu muzycznego. Dwa lata później byłyśmy na wakacjach w Londynie. Magda zadzwoniła do Clivea i zostałyśmy zaproszone na kolacje. Tego dnia poznałam znajomego mojej przyjaciółki, a nie wielkiego muzyka, chociaż wiedziałam, że ma studio i jest kompozytorem. To był niesamowity wieczór, który skończył się w studiu. Clive grał utwory, które oboje znaliśmy, a ja śpiewałam. Repertuar był bardzo ograniczony, muszę przyznać, bo słuchamy zupełnie innej muzyki. Było dla nas zupełnie oczywiste, że chcemy razem pracowac i możemy stworzyć coś niesamowitego. Istniało między nami jakieś niezwykłe porozumienie, którego nie da się logicznie wytłumaczyć. Dwa tygodnie później Clive zadzwonił do mnie mówiąc, że skończył pisanie uwertury otwierającej rockoperę „She”. Jeszcze tego samego dnia kupiłam bilet do Londynu. Wiedziałam, że to początek czegoś, na co czekałam całe życie.
Jak zrodził się pomysł na operę „She”? Clive jeszcze jako dziecko widział w kinie film pod tytułem „She”. Ta historia utkwiła w jego pamięci bardzo mocno. Wpadł na pomysł, żeby wykorzystać tę historię w połączeniu z muzyką, a koncepcja ta dojrzewała w nim przez lata. Wszystko nabrało realnych kształtów cztery lata temu. Jak mówi sam Clive: „otworzyłem drzwi, spojrzałem na ciebie i wiedziałem, She - Ayesha (główna bohaterka opery – przyp. Mateusz Gościniak) to Ty”.
Kim jest She –Ayesha? O czym jest opowieść, która tak zafascynowała Clivea? Rockopera oparta jest na wiktoriańskiej powieści angielskiego autora. To historia nieśmiertelnej królowej Ayeshy, która czeka na powrót swego ukochanego, którego zamordowała z zazdrości dwa tysiące lat wcześniej. Leo nie wie, że jest reinkarnacją ukochanego Ayeshy, ale tajemniczy wewnętrzny głos nakazuje mu opuścić Anglię i wyruszyć w podróż do Afryki. Tam czeka na niego She - Ayesha w nadziei, że razem wstąpią do niebieskiego ognia, który jak kiedyś Jej, teraz da nieśmiertelność Leo i razem będą królować przez wieki. Jednak do ognia można wstąpić tylko raz. Ten kto wejdzie tam po raz drugi staje się zwykłym śmiertelnikiem, starzeje się i w końcu umiera.
„She” to rockopera, w której pojawiają się cztery główne postaci, a cała historia opowiedziana jest słowami piosenek… Tak, to prawda. Jest to piękna historia o miłości, nadziei i nieśmiertelności, którą opowiedzieliśmy muzyką. Na płycie nie pojawia się ani jedno recytowane, czy mówione słowo. Opowieść jest wyśpiewana przez cztery podstawowe głosy i chór. Główne postaci to oczywiście She Ayesha i Leo - reinkarnacja Jej ukochanego. Poza nimi jest jeszcze Holly opiekun i towarzysz podróży Leo oraz Ustane, która tragicznie zakochuje się w Leo i próbuje rozpaczliwie stanąć na drodze przeznaczeniu.
Płyta dostępna jest i promowana w wielu państwach świata. Również Wy wiele podróżowaliście by pokazać ludziom wasze dzieło. W jakich krajach „She” odniosła największy sukces i gdzie najlepiej Wam się koncertowało? Naprawdę trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Graliśmy mnóstwo koncertów niemal na całym świecie. Myślę, że każdy wieczór i każda publiczność była inna i na swój sposób cudowna. Kiedy kochasz to, co robisz, to każdy koncert jest niezwykły i sprawia wielką satysfakcję.
Jesteś niesłychanie utalentowaną wokalistą posiadającą wiele energii. Czy są jeszcze inne projekty, poza Caamorą, gdzie realizujesz się muzycznie? Caamora to jedyna forma mojej muzycznej aktywności. Uważam, że robienie czegokolwiek ma sens tylko wtedy, jeśli poświęca się temu sto procent swojej energii i zaangażowania. W tym się spełniam i w tym realizuję. Chcę skupiać się na Caamorze by patrząc później na efekty mojej pracy nie móc zarzucić sobie żadnego zaniedbania.
Co możesz powiedzieć o Nolanie prywatnie? Jakim jest człowiekiem i jak wyglądają Wasze relacje? Clive jest moim przyjacielem i partnerem muzycznym. Doskonale się rozumiemy, a nasza współpraca jest bardzo owocna. Sam wielokrotnie twierdzi, że jestem jego inspiracją. Jego talent muzyczny, mój głos i pasja, z jaką oboje podchodzimy do muzyki, są jak elementy równania, dzięki któremu powstała Caamora i „She”.
To właśnie owa muzyczna pasja i współpraca z Nolanem są powodami, dla których opuściłaś Polskę. Jak żyje Ci się na „obczyźnie”? To prawda. Przeprowadziłam się do Wielkiej Brytanii cztery lata temu. Teraz mieszkam w Londynie około czterdziestu minut drogi od studia muzycznego. Od początku miałam świadomość tego, że tak będzie łatwiej i lepiej dla Caamory. Jestem tu szczęśliwa i nie żałuję swojej decyzji. Anglia to świetne miejsce niemalże pod każdym względem: warunków do życia i pracy, kultury, ciekawych wydarzeń. Gdyby było jeszcze trochę więcej słońca…
Jakie nurty muzyczne ukształtowały Twoje zainteresowania, a jakie dźwięki inspirują Cię dzisiaj? Bardzo trudno jednoznacznie powiedzieć, ponieważ spektrum moich zainteresowań muzycznych jest naprawdę szerokie i zmieniało się przez lata. Słucham wszystkiego, co ma melodię, harmonię i rytm. Inspiruje mnie muzyka, w której za każdym razem słyszę nowe dźwięki. Takie kompozycje uważam za najbardziej wartościowe. To jest tak, jak z dobrym filmem, który można oglądać kilkakrotnie i za każdym razem dopatrzeć się czegoś nowego, co umknęło nam wcześniej, a nagle to zauważamy.
Jaką kobietą jest Agnieszka Świta? Pewną siebie, przebojową, która bierze to, co Jej się należy czy raczej wrażliwą, delikatną, bardziej refleksyjną? Na pewno pełną pasji… Jeśli coś robię, to angażuję się w to zupełnie. Albo daję z siebie wszystko, albo w ogóle się za coś nie zabieram. Z zewnątrz może to wyglądać, że jestem zimna albo kompletnie dla czegoś zwariowałam. Trzeba być mną żeby wiedzieć, jaka jest prawda i jakie targają mną emocje albo znać mnie tak, jak mnie nie zna prawie nikt. Nie jestem ekstrawertykiem. Szczerze mówiąc zawsze zastanawiało mnie, jak to możliwe, że mój obraz samej siebie jest tak różny od tego, jak widzą mnie inni.
W wywiadach niechętnie opowiadasz o swoim życiu prywatnym. Skąd ta obawa? Nie chcesz by ktoś wiedział, kto jest Twoim mężem, chłopakiem, z kim się spotykasz, umawiasz? Jak wynika z definicji, moje życie prywatne jest moim życiem prywatnym i chciałabym, żeby tak zostało.
Zostawmy, zatem Twoje prywatne perypetie i powiedz, co jest Twoją największą pozamuzyczną pasją? Ciężko mówić o pozamuzycznych pasjach, gdy człowiek żyje muzyką. Każdy aspekt twórczego procesu ma swój urok. Kiedy powstaje coś nowego i po raz pierwszy słyszysz nową melodię, coś, czego wcześniej nie było. To zupełnie niesamowite uczucie, powstaje nagranie, utwór, którego ludzie będą słuchać być może nawet, gdy mnie już nie będzie. I oczywiście sam proces nagrywania, gdy utwór ewoluuje. Koncerty i ludzie, którzy rozumieją to, o czym śpiewam. Ja tym żyję.
Na koniec zdradź nam, swoje muzyczne plany na przyszłość. „She” to dla mnie nie tylko płyta i koncerty, to cztery lata mojego życia, prób, nagrań i przygotowań. Chcemy nadal grać tę rockoperę i to jak najczęściej w tylu krajach, ile to możliwe. Dobra wiadomością dla tych, którzy nas słuchają będzie na pewno informacja, że już zaczęliśmy prace nad następnym albumem Caamory.
Rozmawiał: Mateusz Gościniak Zdjęcia Marta Tłuszcz
Rockopera jest rozbudowaną formą muzyki rockowej, zbliżoną stylistycznie do musicalu, w której wykorzystuje się elementy charakterystyczne dla opery. Wykonywana jest przy użyciu rockowego instrumentarium, zwykle z bardzo ważną rolą instrumentów klawiszowych i elementów symfonicznych. Rockopera jest w warstwie tekstowej dziełem epickim. Stanowi tzw. koncept - album, którego tematyka jest powiązaną całością dotyczącą jednego problemu lub opowieści. Za pierwszą rockoperę uważa się działo zespołu Pretty Things „S.F. Sorrow”, jednak najbardziej znane są płyty takie jak „The Wall” Pink Floyd czy „The Lamb Lies Down on Broadway” Genesis. Współcześnie zauważalna jest tendencja do rozbudowywania tej formy o wizualizacje lub odgrywanie przedstawienia na scenie (wcześniej odgrywano je tylko na scenie). Jednym z takich zespołów jest właśnie Caamora. Dlatego też „She”, oprócz albumu muzycznego wydanego na dwóch CD, dostępna jest także na DVD, gdzie muzycy wcielają się nie tylko w głosy, ale i role swoich postaci. Podobną konwencją opatrzone są koncerty Clivea i Agnieszki.
Aneta Prasał-Wiśniewska
|