| Asia Si |
|
|
|
| Wpisany przez <a href='/index.php?option=com_community&view=profile&userid=62&Itemid=82'>Administrator</a> |
| niedziela, 29 marca 2009 00:00 |
|
-->
Asia Si to młoda dziewczyna, która kocha muzykę i nie wyobraża sobie życia bez niej. Dlatego nie chcesz ujawniać swojego prawdziwego nazwiska?! Tak, chcę, aby pozostało anonimowe, tak jak cała moja rodzina. Skoro jednak weszłyśmy na temat rodziny – to chyba przyznasz, że nie da sie ukryć, iż talent muzyczny masz zapisany w genach. Parafrazując znane przysłowie, w Twoim przypadku można powiedzieć: Like Father Like Daughter. Moja mama uważa, że odziedziczyłam bardzo dużo po tacie. Jednak jeśli chodzi o zamiłowanie do muzyki i talent w tym kierunku to posiadają go oboje rodzice. Tata jednak śpiewa zawodowo, natomiast mama jedynie w domu. Poza tym mama jest góralką, a w polskich górach wszyscy śpiewają, więc dlaczego miałoby być inaczej w jej przypadku. Mam także rodzeństwo. Siostra podobnie jak ja, uwielbia muzykę, natomiast brat, mimo, że ma talent i pięknie śpiewa, to nie chce rozwijać swoich zdolności. Moim zdaniem jest zbyt leniwy w tej kwestii, a szkoda… Wracając do Twojego ojca to chyba mimo tego całego kamuflażu i ukrywania prawdziwego nazwiska, i tak już większość ludzi w Polsce i USA wie, że jesteś córką… Proszę nie dokańczaj. Jestem czyjąś córką, a czyją konkretnie, niech to jeszcze na jakiś czas pozostanie moją tajemnicą. A tata nie ma pretensji, że nie używasz jego nazwiska? Wręcz przeciwnie, to właśnie był pomysł ojca, abym nie używała nazwiska rodowego. Nie chciał, żebym była postrzegana przez otoczenie, jako córka znanego artysty, a jako indywidualna piosenkarka. Ponadto pamiętam takie zdarzenie, gdy występując w polonijnym konkursie POLONIA STAR, miałam zostać zdyskwalifikowana tylko dlatego, że mój tata jest piosenkarzem. Uratowało mnie to, że faktycznie mam talent i komisję urzekł mój głos. Nie zazdroszczę Patrycji Markowskiej, w której ludzie najczęściej widzą córkę znanego gwiazdora, a nie utalentowaną artystkę. Ja staram się takiej sytuacji uniknąć. Jest jeszcze jeden powód, dla którego używam nieskomplikowanego pseudonimu. Moje prawdziwe nazwisko jest bardzo trudne do wypowiedzenia przez przeciętnego Amerykanina, a liczę na popularność również w USA i wiem, że jako Asia Si mam większe szanse na zaistnienie, aniżeli Joanna z dziwnie brzmiącym nazwiskiem. Powtarzasz, że masz talent i kochasz śpiewać. Co, zatem, oznacza dla Ciebie muzyka? Uważam, że śpiew to zdrowy sposób na pozbywanie się złych emocji. Jest takie powiedzenie: „Muzyka łagodzi obyczaje" i ja zupełnie się z nim zgadzam. Mnie osobiście muzyka bardzo relaksuje, odstresowuje, uspakaja. Poza tym muzyka pozwala mi wyrazić samą siebie. Czasami nie potrafię wypowiedzieć podczas tradycyjnej rozmowy tego, co łatwo przychodzi mi podczas śpiewu, który jest dla mnie rodzajem kontemplacji, czy nawet modlitwy? Jesteś katoliczką? Tak, rodzice wychowali mnie w duchu katolicyzmu, z którego filozofią zupełnie się zgadzam. Jednak, mimo, że w miasteczku, gdzie mieszkam, jest polski kościół to zawsze chodzę na amerykańską mszę. To znaczy z tym chodzeniem jest różnie. Nie jestem systematyczna biorąc pod uwagę moją niedzielną obecność w świątyni. Nie wyznaję jednak zasady spowiedzi powszechnej, jaka przyjęła się w amerykańskich kościołach. Aby czuć moc spowiedzi muszę wypowiedzieć grzechy w konfesjonale. Ostatnio nawet byłam bohaterką zabawnej sytuacji. Będąc w Polsce, musiałam udać się do spowiedzi, ponieważ zostałam poproszona na chrzestną mojego siostrzeńca. Już na wstępie uprzedziłam księdza, że nie mówię bardzo płynnie po polsku i trudno będzie mi wyrazić grzechy w tym języku. Kapłan, gdy tylko usłyszał mój akcent, zapytał czy jestem z Chicago. Kiedy potwierdziłam, zaczął się mnie wypytywać o ulicę Milwaukee, Jackowo i wspominał swój pobyt w Wietrznym Mieście. To była najdziwniejsza spowiedź, jakiej doświadczyłam. Wracając do Twojej największej pasji - jesteś autorką tekstów lub muzyki Twoich piosenek? Gdy byłam młodsza grałam na pianinie. Teraz jednak odeszłam od gry na instrumencie, nie komponuję także muzyki. Próbuję, jednak, pisać teksty, co jeszcze najlepiej mi nie wychodzi. To co na dzień dzisiejszy lubię robić najbardziej to przedstawiać własną interpretację istniejących juz hitów. W tym roku postawiłam sobie za cel, aby śpiewać głównie własne piosenki. Nawiązałam również współprace z osobą, która zaczęła pisać dla mnie teksty. Jesteś Polką urodzoną w Chicago. Czy to właśnie zadecydowało, że postanowiłaś spróbować swoich sił za oceanem, czyli w Polsce i wzięłaś udział w programie telewizji TVN „Mam Talent"? Rodzice urodzili sie w Polsce, ale mieszkają w Stanach. Ja przyszłam na świat w USA. Nad Wisłę przylatywałam głównie do rodziny mamy lub taty; gdy byłam młodsza spędzałam tam każde wakacje. Poza tym tak się ułożyły losy mojej familii, że mama mieszka w USA, a mój tata i siostra, która niedawno urodziła synka, mieszkają w starym kraju. Podczas jednego z pobytów w Polsce nadarzyła się okazja, aby nagrać płytę w ojczyźnie rodziców. Miałam szczęście, bo zainteresowały się mną media, a później producenci telewizyjni. Wystąpiłam w jednym z odcinków polskiej edycji „Tańca z gwiazdami”. Śpiewałam podczas finału. Wtedy właśnie ludzie z TVN zaproponowali mi, abym spróbowała swoich sił w przygotowywanym przez nich programie MAM TALENT. Co dał Ci udział w programie? Czy ktoś z polskich producentów, któraś z wytwórni płytowych zainteresowała się Tobą? Mam wiele propozycji i muszę przyznać, że udział w programie na poważnie zapoczątkował moją karierę w Polsce. Liczę, że wszystko szybko się rozwinie, a ja mocniej zwiążę się z Warszawą. Menadżer informuje mnie, że wszystko jest na dobrej drodze. Wiem, że mimo, iż nadal przebywam w Stanach to moja popularność w Polsce wzrasta. Ponadto w Chicago, gdzie znana jest telewizja iTVN – również jestem bardzo rozpoznawana. Ludzie zaczepiają mnie na ulicy i proszą o autograf. W sumie nie byłam przygotowana na taki nagły wybuch sławy, ale skłamałabym mówiąc, że mi to nie odpowiada. A jak jest w Stanach Zjednoczonych? Trudno się przebić wschodzącej gwieździe? Mówi się, że Stany dają ogromne możliwości. Skłamałabym mówiąc, że jest inaczej, ale będąc artystką, naprawdę trudno jest się przebić. Próbowałam swoich sił w amerykańskiej edycji programu IDOL. Nie udało mi się przejść wstępnego etapu, ponieważ prawdziwe eliminacje wyglądają zupełnie inaczej, niż to co pokazuje telewizja. W mojej grupie było osiem tysięcy osób, z których komisja wybrała zaledwie trzy. Czyli szanse na zakwalifikowanie się były niewielkie, a ludzi utalentowanych wielu. Nie traktuję tego konkursu na poważnie, bo biorąc pod uwagę te eliminacji to wynika z nich, że w całym Chicago są tylko trzy osoby, które potrafią śpiewać. To totalna bzdura, bo jest ich przecież znacznie więcej. Poza tym jurorzy wybierali osoby, nie tyle zdolno, co po prostu dziwne. Chodziło o to, aby znaleźć kogoś ciekawego do telewizyjnego show, a nie, aby wypromować faktycznie utalentowane jednostki. Wracając jednak do tematu możliwości wybicia się początkującej piosenkarki w USA – to muszę przyznać, że tutaj, podobnie jak w Polsce, wszystko oparte jest na układach i znajomościach. Poza tym trzeba mieć także dużo szczęścia. Oprócz śpiewu masz jeszcze wiele innych pasji, jedną z nich jest miłość do zwierząt… To już znacznie więcej niż miłość, to prawdziwy obłęd, wręcz obsesja. Ja mam bzika na punkcie zwierząt, którymi interesuję się od dziecka. Działam na rzecz ich ochrony, biorę udział w manifestacjach przeciw eksperymentom robionym na zwierzętach. Charytatywnie pracuję w schronisku dla psów, z których aż trzy znalazły opiekę w moim domu. Ponadto mam papugę, która zajęła miejsce niedawno zmarłego kota. I póki co, ku uciesze mojej mamy, nie planuję powiększenia swojego zwierzyńca. Kochasz muzykę, kochasz zwierzęta, a czy jest jakiś mężczyzna, którego również pokochałaś? Był. Dzisiaj pozostały po nim tylko wspomnienia i łzy od czasu do czasu. Jego już nie ma w moim sercu, ale wciąż jest pamięć po uczuciach, które wyrażam w swoich piosenkach. Ten, niestety zakończony już związek, stał się inspirację do tworzenia i jeszcze głębszego przeżywania utworów, które wykonuję na scenie, ale również poza nią, w zaciszu własnego pokoju. Twój „eks” był Polakiem czy Amerykaninem? Amerykaninem, ale wiem, że rodzice byliby szczęśliwi, gdybym związała się z Polakiem. Dla mnie nie jest najważniejsza narodowość, a jedynie charakter, ale wiem, że jeśli moim mężem będzie Polka to łatwiej przyjdzie nam spędzać wszystkie święta, które w moim domu rodzinnym obchodzone są według tradycji polskiej. Czy możesz nam zdradzić kilka faktów z życia codziennego? Czym się zajmujesz, gdzie pracujesz, jakie uprawiasz sporty, w jakich restauracjach jadasz, który film jest twoim ulubionym i książki z jakiego gatunku najchętniej czytasz? Wstaję codziennie o 4:30 rano i idę do klubu FITNES, gdzie biorę udział w tzw. Boot camp, czyli – tłumacząc na język polski – obozie przetrwania, który polega na ekstremalnym fizycznym wycieńczeniu organizmu. W klubie – ja i inne osoby biorące udział w sesji – wykonujemy ćwiczenia pod okiem wymagającego i groźnego trenera. Nie ma czasu na ociąganie się czy lenistwo. Trenujemy bardzo intensywnie przez dwie godziny. Rygor jest większy niż w wojsku. Bardzo lubię wysiłek fizyczny. Nie jestem kobietą, którą można zaliczyć do filigranowych, mam sportową sylwetkę i dosyć mocne mięśnie. Kiedyś byłam tęga, ale gdy zaczęłam się odchudzać, zauważyłam, że nigdy nie będę bardzo chuda, dlatego teraz już nie stosuję drakońskich diet, a po prostu prowadzę zdrowy tryb życia i jestem zadowolona ze swojego wyglądu. Po porannej gimnastyce jadę do domu, ewentualnie na kawę z koleżankami, albo jestem umówiona z klientkami i wówczas jadę do salonu, aby ułożyć im włosy, bo jak zapewne już wiesz, oprócz tego, że skończyłam studia na wydziale biznesu międzynarodowego to także zajmuję się artystycznym układaniem fryzur, a ostatnio do moich licznych pasji dołączyło strzyżenie zwierząt i od jakiegoś czasu hobbystycznie pomagam w zakładzie fryzjerskim dla psów. Ostatnio miałam nawet taki śmieszny przypadek, bo do salonu ze swoim pupilem przyjechała Polka. Od razu rozpoznała we mnie Asię Si, uczestniczkę programu MAM TALENT. Narobiła dużo hałasu, traktowała mnie jak gwiazdę, poprosiła nawet o autograf, a moje koleżanki z pracy – Amerykanki - nie mogły wyjść z osłupienia. Po prostu nie wiedziały co się dzieje, a przede wszystkim nie zdawały sobie sprawy z tego jak bardzo stałam się popularna wśród Polaków. To było naprawdę zabawne zajście, chociaż wtedy myślałam, że umrę ze wstydu. Jeszcze nie potrafię odnaleźć się w roli „wielkiej gwiazdy” (śmiech). Jak to się stało, że „urodzona piosenkarka” zaczęła pracować w zawodzie fryzjerki? To bardzo prozaiczna historia. Jak wiesz, w Stanach wszyscy młodzi, uczący się ludzie pracują, aby mieć pieniądze na własne kieszonkowe. Gdy byłam w szkole średniej dorabiałam w salonie fryzjerskim – myłam włosy, zamiatałam, pomagałam fryzjerkom, które namawiały mnie, abym i ja rozpoczęła pracę w ich zawodzie. Myślałam, że zwariowały. Ja – fryzjerką? Nigdy w życiu! A jednak nigdy nie powinno mówić się nigdy. Po jakimś czasie moja koleżanka otworzyła salon piękności, często ją odwiedzałam i w rezultacie to właśnie ona zaproponowała, abym się przebranżowiła. Pomyślałam – dlaczego nie?! I tak się zaczęło – naukę na studiach dzieliłam z zajęciami w szkole fryzjerskiej. Dzisiaj jest dużo rzeczy, które chciałabym robić. Myślę, że przyjdzie czas na to, aby wykorzystać studia, które ukończyłam, ale teraz najważniejsza jest muzyka i moja kariera w tym kierunku. ![]() Wracając do Twoich codziennych zajęć, jak spędzasz wolny czas? Najczęściej spędzam go z przyjaciółkami. W zimie spotykamy się u siebie w domach, robimy obiad, czasami gdzieś wychodzimy, jeździmy też do klubów do Chicago. Natomiast w lecie, często pływam łódką po jeziorze Michigan, uprawiam sporty wodne, spędzam czas na plaży. Ponadto jestem pasjonatem kina. Oglądam wiele filmów. Lubię niemal każdy gatunek, ale najbardziej komedie. Czytam dużo książek, a moje życie zmienił bestseller – The Secret – niesamowita pozycja, dzięki której zweryfikowałam swój stosunek do codzienności. Prowadzę pamiętnik, codziennie spisuję rzeczy, za które chcę podziękować lub przeprosić. Doskonale znasz Amerykę i równie dobrze Polskę, gdybyś miała porównać te dwa kraje to który wypadłby w tym rankingu lepiej? Dlaczego? Bardzo lubię jeździć do Polski; gdy jestem w Stanach to bardzo za nią tęsknię, ale to Chicago jest moim miastem. Tu jest mój dom, moi przyjaciele; z tym krajem związane są moje najlepsze wspomnienia. Nie chcę stosować porównań, bo Polska i USA to dwa różne światy. Nie można powiedzieć, że któryś z nich jest definitywnie lepszy. To po prostu kraje z zupełnie innych bajek, których mieszkańcy różnią się mentalnie. Myślę, że w Polsce brakuje społecznej wrażliwości. Podam prosty przykład. W Polsce, gdy wydarzy się wypadek samochodowy, wokół zbiera się wielu gapiów, którzy przyglądają się ciału zmarłego, a służby porządkowe nic w tej chwili nie robią ze zwłokami, nawet ich nie przykrywają białym prześcieradłem. Uważam, że to brak respektu względem tej poszkodowanej osoby, jak i jej rodziny. W Stanach taka sytuacja byłaby niedopuszczalna. W amerykańskiej publicznej telewizji nie pokazuje się przemocy, krwi, wojny. Uważam, że to bardzo dobre rozwiązanie, ponieważ każdy z nas ma tak wiele smutku w codziennym życiu, że zupełnie niepotrzebne jest dodatkowe pogłębianie depresji człowieka poprzez negatywne wiadomości nadawane na okrągło w telewizji. Mentalność ludzi w Polsce znacznie różni się od amerykańskiego podejścia do życia. Jedno jest pewne, gdy długo nie jestem w Polsce, tęsknię za tym krajem, a gdy już jestem w Polsce… wówczas bardzo tęsknię za USA. Czy myślisz o tym, aby wyjechać na stałe do Polski? To wszystko zależy od tego jak potoczą sie moje losy. Myślę, że jeśli znalazłabym chłopaka w Polsce to decyzja o przeniesieniu na stary kontynent byłaby znacznie łatwiejsza. A skoro weszłyśmy na temat związku, małżeństwa to zdradzę Ci, że marzy mi się pięcioro i więcej dzieci. Nie boisz się, że ciąża przerwie Twoją karierę? Absolutnie, wręcz przeciwnie, uważam, że dziecko lub dzieci pozwolą mi stać się jeszcze bardziej wrażliwą artystką. Nie ja pierwsza i ostatnia będę rodziła dzieci. Skoro kobiety radziły sobie z wychowaniem potomstwa przede mną, to dlaczego ja miałabym nie dać rady. A jak przyjmują Cię Polacy nad Wisłą? Nie traktują Cię trochę tak, jakbyś była istotą z innej planety, bo mimo, że jesteś Polką to mówisz po angielsku bez akcentu? Wielu ludzi w Polsce jest ciekawych mojej osoby. Najczęściej zadawane pytanie to dlaczego Amerykanka przyleciała do Polski. Te osoby nie są w stanie zrozumieć, że ja jestem Amerykanką polskiego pochodzenia i czuję związek z krajem rodziców. Zastanawiam się dlaczego nikogo nie dziwi, że Polacy z Europy przylatują do Stanów i szukają tu lepszego życia. Mnie najczęściej odbiera się jako intruza, który chce zabrać komuś miejsce pracy i często padają różne niewybredne stwierdzenia typu: „Skoro jest Amerykanką - niech siedzi w USA”. Hallo! Ja chciałam wszystkim przypomnieć, że mimo, iż urodziłam się w Chicago – to nadal jestem Polką, moi rodzice to Polacy. Ja z wielką radością witam wszystkich rodaków, którzy przylatują znad Wisły do Wietrznego Miasta. Dlaczego, zatem, moje podróże do Polski i chęć rozpoczęcia tam życia zawodowego – budzi sprzeciw tak wielu osób? A Ty sama kim bardziej się czujesz – Polką czy Amerykanką? Kto nauczył Cię języka polskiego? Moja mam zawsze powtarza, że jestem POLISH AMERICAN i tak się właśnie czuję. Mimo, że mieszkam w USA to jednak mam liczną rodzinę w Polsce, stamtąd pochodzą moi rodzice – czuję się przez to zarówno Polką, jak i Amerykanką. Posiadam obywatelstwa obu krajów. Umiejętność posługiwania się językiem polskim wyniosłam z domu i z polskiej szkoły sobotniej, do której uczęszczałam przez wiele lat. Przyznam, jednak, że nie przepadałam za lekcjami w soboty. Podczas, gdy inne dzieci planowały wolny czas i szykowały się na piątkowe imprezy, ja musiałam odrabiać lekcje, aby być przygotowaną na zajęcia w polskiej szkole, które zajmowały mi połowę weekendu. Doskonalenie języka wymagało ode mnie poświecenia, ale dzisiaj wiem, że było warto. Chicago to drugie po Warszawie miasto z największą liczbą Polaków. Często spotykasz rodaków na ulicach wietrznego miasta? Polaków można spotkać wszędzie, tak w Chicago, jak i na przedmieściach, zresztą jest nas wielu w całych Stanach Zjednoczonych. Słuchasz w Chicago polskiego radia, oglądasz polską telewizję? U mnie w samochodzie i w domu zawsze radio ustawione jest na polską stację, a w internecie oglądamy polską telewizję. Mama najbardziej lubi seriale, a ja teledyski polskich wokalistów. Czy Polonia znacznie różni się od Polaków spotykanych nad Wisłą? Starsze pokolenie Polaków w USA nie różni się od tego nad Wisłą, jednakże młodzi ludzie, często po przylocie do Stanów zaczynają się gubić; bywa, że schodzą na złą drogę, a pieniądz często przesłaniają im prawdziwą istotę życia. Ponadto Polacy na obczyźnie są bardzo zamknięci, najczęściej ograniczają się do własnego środowiska. Co najbardziej podoba Ci się w Polakach? Podoba mi sie to, że Polacy potrafią się bawić, są bardzo towarzyscy i rodzinni, organizują i biorą udział we wspólnych imprezach, których w Polsce jest znacznie więcej niż w USA. W Polsce jest wiele okazji do takich „zgromadzeń” – imieniny, ogromne wesela, później poprawiny. A co jest fajnego w Amerykanach? Amerykanie są zwariowani. Poza tym rodzą się z przeświadczeniem, że nie ma dla nich rzeczy niemożliwych. Wszyscy czują się tutaj równi i każdy wie, że ma takie same szanse, choćby do tego, aby zostać prezydentem USA. Natomiast w Polsce „jak cię widzą - tak cię piszą". Gdy przebywam w Polsce to najczęściej postrzegana jestem za strasznego luzaka, wręcz abnegata, i wiesz na jakiej podstawie? Dlatego, że preferuję styl sportowy. Uprawiam jogging i dlatego często zdarzało mi się w Polsce chodzić w podkoszulku, spodniach Nike i czapce z daszkiem. Kiedyś w takim stroju udałam się na wizytę do kosmetyczki, która była przerażona moim wyglądem. Wręcz czuła do mnie wstręt i pogardę, że w takim stroju ośmieliłam się złożyć wizytę… w gabinecie kosmetycznym. Poczułam się potwornie. Nie wiedziałam, że w salonie piękności obowiązuje strój galowy, niczym podczas wizyty w kościele. Gdy będziesz miała własne dzieci to którą kulturę, jeśli chodzi o styl wychowania, wybierzesz – europejską czy jednak amerykańską? Ja myślę, że to będzie istny mix. Wychowam dzieci tak, jak sama jestem wychowana – przekażę im polskie tradycje, jak i kulturę amerykańską, przez wielu złośliwie nazywaną „pop”. Ja jestem bardzo otwartą osobą, tolerancyjną i w takim duchu – miłości do drugiego człowieka – będę wychowywała moje dzieci. Na pewno nie będę trzymała ich „na uwięzi”. Twoje plany na przyszłość – tą najbliższą i nieco dalszą? Najważniejsze dla mnie jest, aby być szczęśliwą i będę robiła wszystko, by nadal być wesołą dziewczyną zadowoloną z życia i z tego, kim w tym życiu jestem i co z tym życiem robię. TEKST: Anna Barauskas-Makowska
ZDJĘCIA: Yaromir Młyński Stylizacja/makijaż: Anna Figlewicz
Bookmark
Przekaz dalej
Komentarze (4)Zapisz sie do RRS feed tego komentarza...
Aska, jak zaspiewala na imprezie to nie tylko ludziskom, ale samej Dodzie ciarki przeszly po plecach. Dziewczyna ma glos, jakich malo w Chicago, czy w Polsce.
Napisz Komentarz |
| Poprawiony: wtorek, 02 lutego 2010 21:56 |
Content Layouts





