|
 Polka wyświęcona na katolickiego księdza.
Równouprawnienie kobiet – zdawałoby się, że temat nieaktualny, przestarzały. W większości krajów na świecie kobiety już na równi z mężczyznami biorą udział w życiu politycznym, kształcą się i spełniają zawodowo. Jedynie w Kościele rzymskokatolickim pozycja kobiet pozostała bez zmian. Zasady, ustalone wieki temu przez Watykan, w tej kwestii nadal pozostają niewzruszone. „Słabsza płeć” nie była i wciąż nie jest dopuszczana do wyższych stanowisk w ramach struktur kościelnych. A przecież w Biblii czytamy: „Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz,/ na obraz Boży go stworzył:/ stworzył mężczyznę i niewiastę” (Rdz 1,27).
Okazuje się, że Bóg podczas dzieła stworzenia na jednej szali stawia zarówno mężczyznę jak i kobietę. Ten cytat oraz wiele innych argumentów wykorzystują kobiety w dyskusjach, domagając się równouprawnienia w zakresie święceń kapłańskich. Temat coraz częściej poruszany jest na arenie międzynarodowej. Kobiety pragną odgrywać ważniejszą rolę w Kościele, ale nie chcą walczyć. Pragną na drodze dyskusji przekonać do swoich racji biskupów z całego świata. W imieniu tych wszystkich kobiet zabiera głos Janice Sevre-Duszyńska, której działalność stała się jednym ze znaków rozpoznawczych Women’s Ordination Conference – feministycznej organizacji mającej na celu zreformowanie Kościoła głównie w trzech aspektach: – struktury organizacyjnej Kościoła rzymskokatolickiego, – równouprawnienia kobiet i mężczyzn w Kościele, – włączenia kobiecego głosu do dyskusji teologicznych toczonych w ramach Kościoła. I choć, w sprawie ordynacji kobiet na całym świecie, Janice odgrywa tak ważną rolę, to w Polsce słyszeli o niej nieliczni. Jest to ciekawe tym bardziej, że Janice z pochodzenia jest Polką, uczyła się w szkole przy polskiej parafii, a o swoich dziadkach i pradziadkach urodzonych w Polsce mówi z ogromnym sentymentem. Pytana o to, co miało największy wpływ na kształtowanie jej charakteru, bez wahania odpowiada: rodzina i siostry zakonne uczące ją w szkole. Ale zacznijmy od początku.
Rodzina Rodzinnym miastem jej pradziadków (od strony ojca) był Poznań. Wybrali oni życie na emigracji, osiedlając się w północno-wschodniej części Stanów Zjednoczonych w stanie Pensylwania. Z kolei dziadkowie od strony matki, Marysia i Józef Seweryniakowie, pochodzili z Włocławka. Do Ameryki, w roku 1910, najpierw wyemigrował dziadek wraz ze swoim bratem i kuzynem, a dopiero później przybyły do Stanów ich żony i dzieci. Osiedlili się w polskiej dzielnicy w Milwaukee w stanie Wisconsin. Ciężko zarobione pieniądze inwestowali w budowę domu, w którym miały się wychowywać kolejne pokolenia, w tym także rodzice Janice: Irena i Jeremi Duszyńscy. „W naszym domu ciągle się coś działo, często odwiedzały nas ciotki i wujkowie. Byliśmy dużą, wpierającą się rodziną. Uwielbialiśmy wspólnie spędzać czas i nieważne czy to były święta, urodziny czy rocznica – zawsze znaleźliśmy powód, aby się spotkać” — wspomina Janice. Jednak najciekawszą postacią z całej rodziny była dla niej babcia Marysia. Busia (tak zwracała się do babci Janice) tak naprawdę nigdy nie chciała wyjeżdżać z Polski i pewnie też dlatego nigdy nie nauczyła się języka angielskiego. Janice, która po polsku potrafiła wypowiedzieć raptem kilka słów, doskonale porozumiewała się z Busią. Wystarczyło tylko okraszone błagalnym spojrzeniem: „Janeczka, proszę”, a Janice z samego rana biegła na sam początek ulicy, byle tylko dogonić listonosza. Chodziło o to, aby jak najszybciej dostarczyć zaadresowany do babci list ze wschodniej Europy, zawierający bezcenne wiadomości od jej siostry mieszkającej w Polsce. Otrzymany list czytała przynajmniej dwa razy. „Busia”, równie mocno jak listy od siostry, kochała swój ogród. Była tak uwrażliwiona na jego punkcie, że często zwracała się do aniołów z prośbą o sprawowanie nad nim pieczy, ale też zdarzało jej się krzyczeć na diabły, które jej zdaniem odpowiadały za wyrastanie chwastów. Tak właśnie zapamiętała ją Janice – jako osobę niezwykle temperamentną i mistyczną. Jak się później okazało, właśnie te cechy były charakterystyczne dla wszystkich, rodzących się w następnych pokoleniach, kobiet w rodzinie. Janice i jej (nie żyjąca już) matka były ze sobą bardzo blisko. Dużo ze sobą rozmawiały nie wyłączając również trudnych tematów dotyczących wiary. Zresztą jej matka ze wszystkimi lubiła rozmawiać. Janice wspomina, że czasami aby dojść do sklepu znajdującego się zaledwie kilkaset metrów od ich domu, potrafiły iść godzinę, bo po drodze matka wdawała się w uliczne dyskusje z zamieszkującą w pobliżu Polonią.
Polska Dzięki barwnym opowieściom babki i zachowywaniu polskich tradycji przez matkę, Janice, za pomocą wyobraźni, wykreowała sobie własną wizję Polski. Do tej pory bardzo ceni sobie swoje polskie korzenie i wartości rodzinne przekazywane z pokolenia na pokolenie. Ciągle powtarza, że czuje się jednocześnie i Polką i Amerykanką – bez faworyzowania żadnej ze stron. „Nasze życie kręciło się wokół parafii, szkolnych zajęć, polskich zwyczajów i tradycji a także spotkań (ze sporą przecież) rodziną” — podkreśla Janice. Na święta Bożego Narodzenia i w Wielkanoc na stole koniecznie musiały się pojawić kiszone ogórki wyrabiane przez „Busię” i domowym sposobem wędzona kiełbasa. W wigilijny wieczór cała rodzina dzieliła się opłatkiem, śpiewała kolędy. Matka Janice zawsze pamiętała o jednym wolnym miejscu przy stole na wypadek przyjścia niezapowiedzianego gościa. Na święta Wielkanocne zawsze była przygotowywana święconka, w której musiały się znaleźć: jajka, pieprz, sól, baranek z masła i kawałek chleba. Już wtedy Janice bardzo uważnie wsłuchiwała się w słowa matki, kiedy ta szczegółowo wyjaśniała jej symbolikę każdej rzeczy wkładanej do wielkanocnego koszyka.
Pierwsze kroki w Kościele Duszyńscy wysłali Janice do szkoły powstałej przy polskiej parafii pod wezwaniem świętych Cyryla i Metodego. Szkoła była pod opieką Sióstr Notre Damek, które jednocześnie pełniły w niej funkcję nauczycielek. W szkole, jeszcze na pięć lat przed tym jak pojawiła się w niej Janice, zaprzestano uczyć dzieci w języku polskim (na rzecz angielskiego). Siostry, jednak, nie zmieniły kilku typowo polskich obyczajów. Z dziećmi zawsze witały się w języku polskim, mówiąc „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”, albo po prostu „Dzień dobry”. Opowiadały podopiecznym o polskich tradycjach, a przy okazji świąt Bożego Narodzenia – uczyły ich polskich kolęd. Pewnego razu, kiedy Janice była w pierwszej klasie, jedna z nauczycielek spytała się jej czy nie zechciałaby pomóc przy sobotnim sprzątaniu kościelnej zakrystii. Od tego czasu Janice każdy sobotni poranek spędzała w kościele, pomagając siostrze de Paul w utrzymywaniu porządku w świątyni, a jej słowa „Bóg jest Twoim przyjacielem gdziekolwiek jesteś, Bóg jest wszędzie” – głęboko zapisały się w pamięci małej Janice. Pewnie też dlatego już wtedy z łatwością przychodziły jej rozmowy z Bogiem, modlitwa. Bardzo lubiła oddawać się refleksjom na łonie natury. Sporo miała rzeczy do przemyślenia, jednak najbardziej inspirowała ją matka, która przy niedzielnym obiedzie lubiła rozmawiać z mężem i dziećmi na temat kazania wygłoszonego w kościele. Przy stole często dzieliła się z nimi swoimi spostrzeżeniami, jak również przedstawiała własną interpretację tekstów ewangelicznych. 
Powołanie W dzień swoich 48 urodzin, dokładnie 17 stycznia 1998 roku, Janice Sevre-Dauszyńska przybyła na ceremonię święceń kapłańskich prowadzoną przez biskupa Kendricka Williamsa. Kiedy przyszedł odpowiedni moment, kandydaci (przyszli księża) wystąpili o krok naprzód, a wraz z nimi Janice zwracając się do biskupa: „Mam na imię Janice. Duch Święty mnie wzywa i dlatego proszę o wyświęcenie mnie. Proszę o to dla siebie i dla wszystkich kobiet”. Biskup jednak powiedział, aby wróciła na swoje miejsce. Od tamtego czasu Janice zaczęła podejmować wszelkie działania, które mogłyby uczynić głos kobiet słyszalnym w Kościele. Była obecna na setkach ordynacji i brała udział w licznych protestach. Jej prowokacje doskonale wpisywały się w zakres działalności Women’s Ordination Conference i istniejącego tam Ministry of Iritation. Nazwa organizacji jest symboliczna, a należy ją tłumaczyć poprzez analogię do procesu powstawania perły wewnątrz małży. Tak jak małża „podrażniona” przez ciało obce wytwarza perłę, tak kobiety z Ministry of Irytation zwracają na siebie uwagę Kościoła, bo chcą stworzyć skarb jedyny w swoim rodzaju – Kościół w pełni wykorzystujący potencjał kobiet i mężczyzn. W ramach Ministry of Iritation, Janice, na każdą ceremonię święceń kapłańskich zabierała ze sobą dwa obrazki, symbolizujące przedmiot jej starań. Pierwszy z nich przedstawiał ołtarz, a na jego tle kobietę przepasaną stułą, odprawiającą Eucharystię. Drugi był kopią obrazu namalowanego przez polskiego malarza Bohdana Piaseckiego. Ukazywał on Wieczerzą Pańska, ale nieco inną niż tę, którą znamy z płótna Leonarda da Vinci. „Ostatnia wieczerza” Piaseckiego ukazuje Jezusa w gronie mężczyzn, kobiet oraz dzieci, co jest dosyć śmiałą, ale jednocześnie wymowną wizją Wieczerzy Pańskiej, na którą przecież WSZYSCY są zaproszeni (patrz: Mt 26, 26-30). Janice swoim zaangażowaniem zwróciła oczy wielu, zaczęła budzić zainteresowanie mediów. Lecz, niestety, jedyne osoby, które mogły zrobić coś na rzecz ordynowania kobiet, to wysoko postawieni w hierarchii kościelnej mężczyźni, a ci z kolei nie chcieli jej słuchać. Raz nawet Janice Sevre-Duszyńska została aresztowana podczas uroczystości święceń kapłańskich w Atlancie. Pod zarzutem „wykroczenia” spędziła 3 miesiące w obozie pracy dla kobiet w Lexington. Janice jednak wciąż miała nadzieję, że uda jej się zreformować Kościół. Organizowała coraz więcej protestów, były nawet bilbordy: „Czekasz na znak od Boga? Oto on. Ordynacja kobiet”. Ale nawet takie działania nie poruszyły sumienia biskupów, którzy nadal nie chcieli słuchać o święceniach kapłańskich dla kobiet. Dopiero w 2008 roku Janice doczekała się własnych święceń kapłańskich, które jednak wciąż nie pozostają w zgodzie z prawem kanonicznym. Homilię podczas uroczystości wygłosił wtedy ojciec Roy Bourgeois, a samych święceń udzieliła „biskupka” – Dana Reynolds. Dla Janice była to tym bardziej radosna chwila, że ceremonia odbyła się w jej rodzinnym Lexington, w otoczeniu rodziny i przyjaciół.
Przesłanie Pozycja kobiet w Kościele zdaje się być przesądzona, a to za sprawą zapisu w jednym z listów apostolskich Jana Pawła II: „Aby zatem usunąć wszelką wątpliwość w sprawie tak wielkiej wagi, która dotyczy samego Boskiego ustanowienia Kościoła, mocą mojego urzędu utwierdzania braci (por. Łk 22, 32) oświadczam, że Kościół nie ma żadnej władzy udzielania święceń kapłańskich kobietom oraz że orzeczenie to powinno być przez wszystkich wiernych Kościoła uznane za ostateczne.” Słowa te jednak nie odbierają nadziei kobietom pragnącym uzyskać święcenia. Wiadomo przecież, że Kościół był reformowany. Dlatego Janice nie boi się głośnego wyrażania swoich opinii: „Mówiąc o Bogu, myślę o nim w rodzaju żeńskim, albo nijakim. Dlaczego mamy czuć się gorsze od mężczyzn? Słowa dają ogromną władzę, więc najwyższy czas, abyśmy nieco wyrównały swoje szanse względem mężczyzn”. Janice, jak i wszystkie kobiety-księża, ma nadzieję, że Kościół w końcu dostosuje się do wymagań jakie stawia przed nim XXI wiek. „Nasz świat potrzebuje ordynowanych kobiet. Potrzebujemy żeńskiego obrazu Boga, aby w pełni doświadczać jedności podczas świętej eucharystii. Chrystus wzywa nas do uczniowskiej równości, dlatego wszyscy, bez podziału na płeć, są zaproszeni na jego ucztę”. Przeciwnicy tej teorii pytają: więc dlaczego na swoich uczniów Chrystus wybrał dwunastu mężczyzn? Janice, przekonuje wtedy, że uczniami Chrystusa byli wszyscy, którzy byli blisko niego, uczennicami były w takim wypadku również Maria Magdalena i jego matka. Jezus traktował kobiety na równi z mężczyznami, tak samo uzdrawiał je i wysyłał z posłaniami. Według biblijnego przekazu pusty grób, jako pierwsza zobaczyła Maria Magdalena, i to ją wybrał Jezus, aby przekazała radosną nowinę o zmartwychwstaniu pozostałym apostołom (J 20, 1-18). Nie chodzi tutaj o to, aby przekonywać kto ma rację. Kobiety zaangażowane w projekt Women’s Ordination Conference nie przekonują o swojej wyższości, jakoby miały większe predyspozycje do duszpasterstwa. Janice zauważa, że każdy człowiek ma inny dar i powinien czerpać z niego to, co najlepsze. Pewne różnice są jednak znaczące. Kto wie, może gdyby wcześniej dopuszczono kobiety do pełnienia obowiązków publicznych, nie doszłoby do okrucieństw zapisanych w historii, a będących następstwem decyzji podejmowanych przez mężczyzn. Kobiety przecież łagodzą obyczaje, potrafią rozwiązywać konflikty na drodze dyskusji, nie posuwając się do rękoczynów. Nie od dzisiaj wiadomo, że z wyjątkową uwagą potrafią słuchać swoich współrozmówców i że posiadają wysoką zdolność empatii. One najbardziej doceniają wartość życia, bo to one przecież najintensywniej doświadczają cudu narodzin. Ze względu na taką „uwrażliwioną” percepcję świata, kobiety coraz częściej są słuchane z uwagą przez mężczyzn podejmujących decyzje wagi państwowej. Dlaczego więc, Kościół nie pozwala wykorzystywać potencjału kobiet? Przecież pragnienia kobiet chcących pełnić posługę duszpasterską są podobne do pragnień ich męskich poprzedników. Chcą nieść pokój i sprawiedliwość na świecie, pragną głosić Radosną Nowinę wszystkim, których spotkają na swojej drodze – szczególnie tym najbiedniejszym. One, tak samo jak mężczyźni, czują się prowadzone przez Ducha Świętego i odczuwają potrzebę dzielenia się swoim darem z innymi.
Służba drugiemu człowiekowi Janice jest kobietą spełnioną. Swoje życie dzieli z mężem, a na co dzień pracuje społecznie, ponieważ służbę drugiemu człowiekowi zawsze stawia na pierwszym miejscu. W wolnym czasie poszerza swoje zainteresowania: komponuje muzykę, zajmuje się ogrodem, pisze dramaty i poezje. Wraz z innymi „wyświęconymi” kobietami Janice stwarza wspólnotę, otwartą dla wszystkich pragnących poznać przesłanie Ewangelii. Zapraszają do niej ludzi wszystkich kultur, ras i orientacji seksualnych. Na ich zrozumienie mogą liczyć również pary, które bez kościelnego anulowania poprzedniego ślubu, ponownie wstąpiły w związek małżeński. Mile widziani są wszyscy, którzy mają potrzebę odnalezienia się w ramach Kościoła rzymskokatolickiego, a którym (póki co) nie jest dana taka możliwość. Kobiety-księża same finansują swoją działalność. Służą głównie w przytułkach, szpitalach, domach spokojnej starości i więzieniach. Przewodniczą Eucharystii i udzielają sakramentów w tzw. „domowych kościołach”. Organizują spotkania z młodymi ludźmi, na których prowadzą teologiczne dyskusje. Ich misją jest niesienie pokoju, miłości, braterstwa i radości. Janice, zapytana o jej duszpasterskie wzory, wymienia takich misjonarzy jak Roy Bourgeois, Franciscans Jerry Zawada, Louis Vitale czy John Dear. Są to księża, którzy wychodząc na ulicę, sprzeciwiali się władzom, występowali w obronie ludzi cierpiących. Ich protesty często były skierowane przeciwko wojnom, praktykowaniu tortur, produkcji broni nuklearnej i niejednokrotnie oznaczały dla nich odsiadywanie wyroków w więzieniu. Ci księża dają Janice inspirację i siłę, które to pozwalają jej podejmować coraz to nowe wyzwania w zakresie aktywności społecznej. Women’s Ordination Conference, za sprawą kobiet takich jak Janice Sevre-Duszyńska, zyskuje coraz większą liczbę zwolenników, chociaż z drugiej strony – droga do podwyższenia pozycji kobiet w Kościele jest jeszcze daleka. Potrzebny jest dialog, w którym biskupi i kobiety zasiądą przy jednym stole i wysłuchają wzajemnie swoich racji. A może wtedy okaże się, że więcej ich łączy niż dzieli? Służba drugiemu człowiekowi, głoszenie Ewangelii oraz niesienie pokoju – te cele od wieków pozostają niezmienne. Słowa: „Nie chcę zmieniać wyznania, chcę zmienić Kościół od środka” tylko podkreślają, jak bardzo Janice jest konsekwentna w swoich staraniach. Chciałaby doczekać chwili, kiedy kobiety będą miały realny wpływ na udział w tworzeniu Kościoła rzymskokatolickiego. Marzy jej się Kościół oparty na jedności i równości, Kościół, który pozwoli wykorzystać kobietom swój dar dany im przez Ducha Świętego.
Autor: Magdalena Burzyńska
 |