Home Przegląd archiwum Patrycja Węglarek
Patrycja Węglarek PDF Drukuj Email


Vy kto po nacjonalnosti?

Patrycja Węglarek, uśmiechnięta trzydziestolatka, która z Polski wyjechała przed sześcioma laty. W odróżnieniu do swoich rówieśników, którzy podobnie jak ona ukończyli studia na wydziale stosunków międzynarodowych, zamiast kierunku na Zachód, wybrała drogę na Wschód. Dzisiaj, wraz z mężem mieszka w Moskwie, gdzie prowadzi założoną przez siebie firmę rekrutacyjną Growing Recruitment Agency.

Zanim przyszła decyzja o wyjeździe…

Wyjechaliśmy (ja i moja druga połowa) do Rosji półtora roku po ukończeniu studiów, więc trudno mi określić, jakie było nasze dorosłe życie w Polsce. Studia, to było poczucie wolności, zachłyśniecie pełną samodzielnością. W weekendy życie towarzyskie albo dorabianie kilku groszy do stypendium. W czasie dwóch ostatnich lat studiów zaangażowałam się w pracę w radiu studenckim. Ten czas wspominam z uśmiechem na twarzy. Miałam wtedy niesamowicie dużo energii i pasji. Poznałam fantastycznych ludzi, którzy dzielili się swoim doświadczeniem i równocześnie pozostawiali wolna rękę do realizacji własnych pomysłów. Po studiach - próby odnalezienia swojego miejsca. Chcieliśmy z Radkiem (wtedy jeszcze narzeczonym, dziś mężem) żyć pełnią życia, podróżować, kupić własne „M-ileś”, mieć ciekawą, rozwijającą pracę. Niestety boleśnie zderzyliśmy się z polską rzeczywistością. Mięliśmy tyle entuzjazmu i marzeń, których realizacja okazywała się niemal niemożliwa, aż zaczęliśmy czuć się jakby ktoś nas zamknął w zbyt ciasnym pomieszczeniu. Kiedy mój mąż otrzymał propozycję pracy w Moskwie, nie wahaliśmy sie ani chwili.

Po latach wkładania do głowy teorii wschodoznawstwa mieliśmy niedosyt konfrontacji z rzeczywistością.

Co nami kierowało? Ciekawość świata, ogromne pragnienie samorealizacji, kiepski rynek pracy. Przede wszystkim świadomość, ze chcemy związać życie zawodowe z Rosją. Chcieliśmy, żeby nasze studia miały sens. Po latach wkładania do głowy teorii wschodoznawstwa mieliśmy niedosyt konfrontacji z rzeczywistością. Oboje już pracowaliśmy, ale to, czym sie zajmowaliśmy nie sprawiało nam satysfakcji. Chcieliśmy się rozwijać i to w określonym kierunku - wschodnim.
Poza tym przerażała nas wizja „utknięcia” w Polsce. Na studiach zdążyliśmy posmakować przygody, jaką jest poznawanie innych kultur. Nie chcieliśmy aby ta przygoda zakończyła się w wieku 25 lat, to miał być dopiero początek!

Wszyscy wyjeżdżali na zachód, ja wybrałam wschód.

Mój mąż przez rok studiował w Sant Petersburgu w Rosji i zdążył poczuć się swobodnie w tamtejszych realiach. Chciał tam wrócić. Ja też byłam gotowa wyjechać z kraju i Rosja była najciekawszym i najsensowniejszym, w naszym przypadku, kierunkiem. Oboje ukończyliśmy stosunki międzynarodowe ze specjalnością wschodnią. Mieliśmy też świadomość, że rosyjski rynek sie rozwija i będzie się rozwijał coraz dynamiczniej. Prawdę mówiąc nie sądziliśmy, że faktycznie inwestycje zagraniczne w Rosji ruszą aż na taką skalę. O tym, z radością i satysfakcją dobrze dokonanego wyboru, przekonywaliśmy się z roku na rok już będąc na miejscu.

Rosja to nie ten sam kraj, o którym uczą nas w szkole.
Przed wyjazdem miałam pewne wyobrażenia o Rosji. Uczyłam sie o tym kraju przez 5 lat studiów, bywałam tu w celach turystycznych, ale to co przyniosła rzeczywistość szokująco odstawało od tego co dotychczas wiedziałam o Rosji. Stereotypy ze zgrzytem przesuwały się w mojej głowie i tak samo często padały idealistyczne wyobrażenia.
Moskwa jest trzynastomilionowym miastem i to widać i czuć. Prawdziwa ludzka dżungla. Niestety, też dżungla obyczajów. Do tego milicja przy każdym wejściu do metra, która kontroluje losowo wybranych przechodniów – podobno ze względu na bezpieczeństwo. To jest kraj, który permanentnie toczy z kimś wojnę. Poza tym, 5 lat temu zagrożenie terroryzmem w Rosji było bardzo realne. Teraz jest już zdecydowanie spokojniej, a może po prostu ja przywykłam do tej atmosfery.
Ruch uliczny to kolejny szok. Jeśli jedziesz samochodem, obowiązuje cię jedna zasada: „nie daj się stuknąć”. Jeśli jesteś przechodniem... obowiązuje cię dokładnie ta sama zasada. Zdarza się, że przez kilometr ulicy nie ma ani jednego przejścia dla niezmotoryzowanych. Jeśli jesteś po niewłaściwej stronie długiej ulicy, to masz po prostu pecha. A jeśli już znajdziesz przejście, to o ile nie jest ono podziemne, nie masz żadnej gwarancji, że jest respektowane przez kierowców. Przechodzenie przez ulicę najczęściej przypomina trucht przez jezdnię z warunkiem maksymalnej czujności. Czasami slalom pomiędzy samochodami. Poziom stresu sięga granic, gdy musisz gdzieś dotrzeć szybko lub na umówiona godzinę. Korki, zapchane metro… na pieszo nierealne. Na szczęście Moskwiczanie mają dużą tolerancję czasową, pół godziny spóźnienia to nie dramat.
Załatwianie wszelkich spraw w urzędach (a obcokrajowiec ma tych spraw do załatwienia sporo) to kolejny test na wytrzymałość. Wygra (otrzyma dokument) najwytrwalszy, najsprytniejszy, najpotulniejszy. Z resztą w Polsce też do dzisiaj daje się odczuć urzędnicze echo czasów Peerelu, to właśnie ta atmosfera.
Te i wiele innych atrakcji w Rosji, przypieczętowane są dystansem jaki ludzie trzymają wobec siebie. To też spadek po dawnych czasach, kiedy nie należało ufać obcym, każdy mógł być wrogiem i jedynie za drzwiami własnego domu można było zdjąć maskę.
Natomiast początki w Rosji zdecydowanie umilało nam zwiedzanie pięknych zakątków Moskwy, totalny brak nudy, poznawanie kuchni tego regionu, zgłębianie duszy rosyjskiej i, oczywiście, rozrywka, której Moskwa dostarcza pod dostatkiem. Od dziesiątek teatrów, sal koncertowych i muzeów, czyli wielkiej kultury poczynając, na życiu nocnym kończąc (setki klubów, dyskotek i pubów).
Najbardziej zaskoczył nas rynek pracy w Moskwie. W Rosji istnieją nieograniczone możliwości rozwoju zawodowego, gdyż ilość ofert pracy przekracza znacznie liczbę chętnych. Wielkie, światowe korporacje wchodzą na tutejszy rynek jedna po drugiej, powstaja niezliczone ilości wieżowców niczym nie różniące się od tych na nowojorskim Manhattanie, luksusowe centra handlowe rosną jak grzyby po deszczu.
A ja, jadąc do Rosji, w głowie miałam kolaż z matrioszek, złotych cerkiewnych kopuł, Dostojewskiego, Małgorzaty na miotle szukającej Mistrza i to wszystko przyprószone śniegiem i związane tęgim mrozem.

Podobno nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Ja nie tylko weszłam, nawet się w niej wykąpałam.

Jadąc do Rosji miałam plan: będę pisała pracę doktorancką z psychologii społecznej. Znalazłam profesora na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, który był zainteresowany takim tematem. Zamierzałam też poszukać stałej pracy w Moskwie, ale nie spieszyłam się, postanowiłam oswoić się z lokalnym „kolorytem”, zapuścić korzenie na nowym gruncie. Los chciał, jednak, inaczej i wydarzenia błyskawicznie potoczyły się w innym kierunku. Już po tygodniu od przyjazdu do Rosji poszłam na rozmowę kwalifikacyjną do jednej z polskich firm w Moskwie i kilka dni później zaczęłam pracę. Miałam tworzyć od zera dział HR. Nie miałam pojęcia jak to zrobić, nie byłam pewna, czy dam radę, nie miałam doświadczenia, ale dostałam szansę i nie chciałam jej zmarnować. Udało się, ale były na prawdę ciężko. To, że pracowałam w polskiej firmie powodowało, że czułam, jakbym jedną nogą nadal stała w tym, czego chciałam uniknąć wyjeżdżając z Polski. Po roku pracy zaczęła się rodzić w mojej głowie nowa koncepcja i, w wyniku różnych okoliczności, dojrzała bardzo szybko. Postanowiłam założyć własną firmę HR! Moi ówcześni szefowie twierdzili, że wymyśliłam jakąś dziecinadę. Niewiele osób z mojego otoczenia wierzyło, że to ma sens. Teraz, w tym kontekście, przypominają mi się słowa Einsteina: "Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić, i przychodzi taki jeden, który nie wie, że się nie da, i on to właśnie robi". I tak się stało w moim przypadku. Skoczyłam na głęboką wodę, nie bardzo zdając sobie sprawę z czym przyjdzie mi się mierzyć. Mam duszę ryzykanta, ale gdy już się na coś zdecyduję to jestem konsekwentna. Poza tym było, jednak, kilka osób, przede wszystkim mój mąż, które we mnie wierzyły. To bardzo pomogło.

Wybrałam drogę ewolucji, a nie rewolucji.

Od prawie czterech lat prowadzę swoja firmę Growing Recruitment Agency. Rekrutujemy pracowników, teraz już tylko średni i top management, dla polskich i europejskich firm w Moskwie. Zatrudniam dwie osoby, solidne i przesympatyczne Rosjanki. Staram się ich pracę traktować zadaniowo, więc mają raczej elastyczny czas pracy. Z klientami, z którymi obecnie współpracujemy, mamy bardzo dobre relacje, oparte na zaufaniu i zrozumieniu. Lubię swoją pracę, mam ogromną satysfakcję pracując sama na siebie. Początkowo, jako firma, skoncentrowana byłam po prostu na przetrwaniu na moskiewskim rynku. Musiałam przebrnąć przez zawiłości przepisów, zapoznać się z zasadami księgowości, zdobyć klientów, znaleźć biuro, pracowników i utrzymać jak najwyższy poziom usług. Wybrałam drogę ewolucji, a nie rewolucji. Rozwijałam firmę małymi krokami. Problemy były różne: trzy razy zmieniałam biuro. Był czas, krótki na szczęście, że rezydowaliśmy w kawiarniach, bo właśnie straciliśmy biuro a znalezienie nowego jest w Moskwie czasochłonnym i drogim procesem. Miałam też kilka wpadek personalnych, trochę trwało zanim znalazłam rzetelnych pracowników. Szewc bez butów chodzi.
Jednak od samego początku towarzyszyły mi także sukcesy i one uskrzydlały. Myślałam wtedy: „poradziłam sobie już z tyloma sprawami, dam radę i z innymi”. Z roku na rok przybywało zadowolonych klientów, solidnie zrealizowanych zleceń. Największa radość przychodziła wtedy, gdy udawało nam się zrealizować zwłaszcza te trudne sprawy, na które konkurencja już machnęła ręką.
Rekrutacja bywa żmudna, zdarzają się okresy rutyny i zniechęcenia. Staram się z nimi walczyć, rozwijając się w obranym kierunku. Wciąż się szkolę. Na kursach poznaję nowe metodyki rekrutacji, dwa lata temu skończyłam studia podyplomowe z psychologii. Nowo zdobyta wiedza dodaje energii do działania, pomaga wprowadzić korzystne zmiany w firmie i w życiu.
Na dzień dzisiejszy trudno, jednak, powiedzieć, że doszłam do jakiegoś konkretnego miejsca, raczej nadal jestem w drodze.

Dzisiaj jestem w Rosji, a za rok … Któż to wie ?!

Gdybym dzisiaj miała podjąć decyzję o wyjeździe z Polski to byłaby ona taka sama jak przed laty. Nigdy, ani przez chwilę, nie żałowałam przeprowadzki na wschód.
Prawda jest także, że wraz z mężem planujemy wyjazd z Rosji. Ale kiedy? Na to pytanie odpowiedź wciąż jest nieznana. Nie potrafię także powiedzieć czy chcę wrócić do Polski, czy po prostu wyjechać z Rosji i poznać jeszcze inny rejon świata. Mam duszę koczownika, więc możliwe, że dzisiaj Rosja a za rok Szwecja albo Chiny. Bez względu na to, gdzie przyjdzie mi żyć chcę być szczęśliwym człowiekiem, powiększyć rodzinę, nadal rozwijać się zawodowo. Myślę o zajęciu się coachingiem. Poczekam i zobaczę, jakie szanse przyniesie mi życie i postaram się ich nie przegapić.

Polska. Noszę ja zawsze w sercu.

Tęsknię za Polską, ale nie wiem dokładnie za jaką. Za tą, którą coraz słabiej pamiętam sprzed wyjazdu, czy za tą, którą znam teraz? I nie wiem na ile realistyczny, a na ile wyidealizowany mam jej wizerunek. To kraj dzieciństwa, wczesnej młodości. Kraj, w którym została moja rodzina, przyjaciele i masa wspomnień. Kraj, do którego z radością latam kilka razy w roku. Nawet, jeśli mój przyjazd nie przypada na Boże Narodzenie albo Wielkanoc, to i tak zawsze spotkanie z najbliższymi ma świąteczną atmosferę. Wszyscy bardzo za sobą tęsknimy, ale też nauczyliśmy się żyć w rozłące.
Kiedy myślę o Polsce to czuję ciepło na sercu i od razu niepokój, że może powinnam odczuwać coś więcej. Polska to najlepszy na świecie chleb, to zapach barszczu z uszkami na Wigilię, to przecudna przyroda i mój ukochany Bałtyk. W to ciepło w sercu wdziera się, jednak, nić irytacji. Głodna nowin z Polski oglądam jedyny dostępny w internecie TV serwis informacyjny i ręce mi opadają. Czym ten kraj żyje???
Zawsze jednak na pytanie Rosjan: „Vy kto po nacjonalnosti? Jakiej jest Pani narodowości?” - odpowiadam z dumą: „Jestem Polką”.

 
TEKST: Patrycja Węglarek
Opracowanie: Grażyna Barauskiene
ZDJĘCIA: radewe


Written by :
Administrator
 

Komentarze (0)

Zapisz sie do RRS feed tego komentarza

Napisz Komentarz

mniejszy | wiekszy

busy
 

Your are currently browsing this site with Internet Explorer 6 (IE6).

Your current web browser must be updated to version 7 of Internet Explorer (IE7) to take advantage of all of template's capabilities.

Why should I upgrade to Internet Explorer 7? Microsoft has redesigned Internet Explorer from the ground up, with better security, new capabilities, and a whole new interface. Many changes resulted from the feedback of millions of users who tested prerelease versions of the new browser. The most compelling reason to upgrade is the improved security. The Internet of today is not the Internet of five years ago. There are dangers that simply didn't exist back in 2001, when Internet Explorer 6 was released to the world. Internet Explorer 7 makes surfing the web fundamentally safer by offering greater protection against viruses, spyware, and other online risks.

Get free downloads for Internet Explorer 7, including recommended updates as they become available. To download Internet Explorer 7 in the language of your choice, please visit the Internet Explorer 7 worldwide page.