Home Przegląd archiwum Olga Kozierowska
Olga Kozierowska PDF Drukuj Email
Spis treści
Olga Kozierowska
Strona 2
Wszystkie strony


Sukces pisany szminką.
Kiedy wystukuję w wyszukiwarce hasło: OLGA KOZIEROWSKA otwiera mi sie kilkadziesiąt stron na temat trzeciej bohaterki działu WYBRAŁY POLSKĘ.  Czytając te wszystkie informacje, zaczynam się zastanawiać, kiedy, i jak ta młoda kobieta zdążyła to wszystko zrobić o czym tu piszą. Zwiedziła egzotyczne zakątki świata, przez 16 lat grała na skrzypcach, zawojowała świat biznesu i jeszcze założyła rodzinę. W międzyczasie zdobyła liczne nagrody i pracowała na najwyższych stanowiskach w korporacjach. I nagle rzuciła to wszystko na rzecz dziennikarstwa.


- Dziwne... – zastanawiam się, ale czytam dalej. Zaledwie we wrześniu zaczęła prowadzić w Radio PiN swój program autorski - SUKCES PISANY SZMINKĄ, a już w październiku w rankingu radiowych osobowości, który ukazał się na łamach Pulsu Biznesu zajęła trzecią pozycję, plasując się tuż za Moniką Olejnik i Markiem Niedźwiedzkim. Hm, ciekawe – mówię do siebie. Dowiaduję sie też, że założyła stronę internetową o tej samej nazwie, co jej program radiowy. Wchodzę na nią i widzę tu na fioletowym tle wiele ciekawych informacji które zachęcają kobiety, żeby wzięły życie we własne ręce: o szkoleniach biznesowych, przepisach prawnych, wypowiedzi kobiet sukcesu, itp. Ale najbardziej zaskakujące w tym wszystkim jest to, że Olga Kozierowska sprawia wrażenie, jakby w ogóle nie bała się konkurencji - otwarcie dzieli się swoją wiedzą na temat prowadzenia firmy. Co więcej, organizuje comiesięczne spotkania w warszawskiej Masce, podczas których integruje przedsiębiorcze panie oraz organizuje dla nich inspirujące szkolenia. - Nie do wiary, tu musi być przecież jakichś haczyk! – stwierdzam. - A może ona wierzy w solidarność babską? Eh, przecież nie ma czegoś takiego w Polsce! Staję się coraz bardziej podejrzliwa. - O nie, nie dam się tak łatwo zwieść! Jak umówię się z nią na spotkanie, to pewnie opowie mi swoją wersję, a ja wtedy nie dowiem się całej prawdy – dedukuję. Postanawiam, że w takim razie sama pójdę do tej Maski i zobaczę na własne oczy, co w trawie piszczy.



Schodzę do klubowej piwnicy, a tam słyszę dyskretne dźwięki jazzowe. Zbliża się 18-ta, modnie ubrane panie tłoczą się w kolejce do stolika, gdzie znajduje się lista gości i ,,czarodziejska” szklana kula (mam dziwne skojarzenia) na wizytówki gości. Podobno można wylosować tu interesujące nagrody. Ale wizytówki mają się przydać uczestniczkom spotkania jeszcze w innym celu. Zauważam wysoką, szczupłą blondynkę, która podchodzi do nas i zaprasza do środka. Domyślam się, że to Olga. Przedstawiamy się sobie. - Może umówimy się jutro na śniadanie, będzie okazja, żeby spokojnie porozmawiać – proponuje mi gospodyni wieczoru. Umawiamy się w mieście. Kiedy udaje mi się już dostać na ,,widownię”, siadam obok sympatycznych 30-latek. Chętnie podejmują rozmowę, wymieniamy się wizytówkami. Sandra jest psychologiem i posiada własną firmę szkoleniową. Małgosia pracuje jako fotograf, ma własne studio, ale w przeszłości była zatrudniona w międzynarodowej korporacji na innym stanowisku. Aldona jest doświadczoną prawniczką z własną kancelarią. Przyszły tu dzisiaj, żeby przy lampce wina posłuchać wypowiedzi zaproszonych gości na temat budowania własnej marki. Jako pierwszy na scenie pojawia się Sławomir Olejniczak, założyciel firmy szkoleniowej Sensi Image Workshop, dziennikarz, producent i reżyser radiowy. Jako specjalista w zakresie szkoleń medialnych oraz strategii „Ja Marka” całkiem interesująco opowiada swoim radiowym głosem o znaczeniu wizerunku i konsekwencji jego budowania. W trakcie przerwy, panie prowadzą rozmowy o tym co właśnie usłyszały, delektując się sałatkami i kolorowymi napojami. Nawiązuję kontakty z interesującymi właścicielkami i menedżerkami różnych firm, w tym: ubezpieczeniowych, rekrutacyjnych, cateringowych, PR-owskich, oraz inicjatorkami różnorodnych działalności dla aktywnych matek (np. Pieluszkarnia). Wracam na miejsce, kiedy Olga zapowiada kolejnego gościa. Jest nim Adam Łaszyn - Ekspert ds. Public Relations, trener medialny i doradca w zakresie wizerunku. Jako konsultant przyczynił się do sukcesu kampanii Platformy Obywatelskiej W marcu 2009 roku został uznany przez redakcję Newsweeka za jednego z 50 najbardziej wpływowych Polaków. - Miarą cywilizacji danego kraju jest ilość, czy też proporcje kobiet będące w nim u władzy – stwierdza na początku swojej wypowiedzi. Później podaje liczne przykłady znanych osób, które zyskały lub straciły zaufanie opinii publicznej z powodu stroju, czy zachowania budzącego kontrowersję, bez względu na ich kompetencje. Panie słuchają go z uwagą. Ale kiedy wspomina o kokieteryjnym sposobie bycia i ubierania się pani mecenas, która reprezentowała Anetę Krawczyk, daje początek gorącej dyskusji uczestniczek. Rozważają, gdzie są granice dobrego smaku, i czy w ogóle wygląd w pracy ma, i czy powinien mieć wpływ na ocenę profesjonalizmu kobiet. Zdania są tu podzielone. Podsumowując prezentacje panów oraz intrygującą wymianę zdań pań, stwierdzam w duchu, że zgadzam sie z twierdzeniem, które tu dzisiaj już padło, że kobiety są jednak często negatywnie odbierane, pomimo swoich wysokich kwalifikacji. Najczęściej powodem tego są ich zbyt emocjonalne argumenty i podniesiony głos. Nadmierna gestykulacja oraz wiercenie się odbierają im ich kompetencje w oczach obserwatorów. Kilka minut później, po kolejnej przerwie, na scenie pojawia się Gość Honorowy - pani Dr Irena Eris. Opowiada o swojej pracy z entuzjazmem. Wspomina o wyzwaniach, swoich pierwszych sukcesach, i determinacji. Na końcu imprezy Olga losuje nagrody dla gości. Najcenniejszą z nich okazuje się weekendowy wyjazd do luksusowego hotelu równie luksusowym samochodem. Dochodzę do wniosku, że nie żałuję, że tu przyszłam, bo ciekawie spędziłam ten czas. Zaczynam też zastanawiać się nad solidarnością kobiecą. A może wcale nie jest taką utopią.

Następnego dnia przy ciepłym muffinie i mocnej kawie zamierzam rozszyfrować tajemnicę Olgi Kozierowskiej.




Planowanie i kariera
- Zawsze w życiu miałam konkretny plan i do niego wytrwale dążyłam – zaczyna energicznie mieszając kawę. - Tworzyłam tzw. biznes plan osobisty. Ustalałam cząstkowe cele, które zawsze są przydatne, ponieważ pozwalają utrzymać poziom motywacji na wysokim poziomie. W dzieciństwie myślała o dwóch zawodach dla siebie. Po pierwsze chciała zostać spikerką. - Bardzo podobała mi się wtedy Krystyna Loska. Ze szczotką do włosów w ręce udawałam, że prowadzę program – wspomina. Potem marzyła, żeby być muzykiem. Jako dziecko dużo śpiewała, a kiedy dostała się do szkoły muzycznej, skierowano ją na wiolonczelę. Płakała, nie chciała grać na ,,dużych skrzypcach”. W końcu dopięła swego, przepisano ją na ,,małe” skrzypce. Dobrze wspomina te czasy i ciekawe imprezy z tego okresu. Na ostatnim roku, okazało się, że nie może dalej grać, miała zwyrodnienie ścięgien w lewym nadgarstku. Nie od razu się poddała, walczyła jeszcze przez cały rok, jeżdżąc na liczne zabiegi w klinice, ale nic to nie dało. Trzeba było wprowadzić plan B. Ojciec doradził jej, żeby zajęła się czymś innym - żeby zdawała na coś ,,normalnego”. Poszła na zarządzanie i marketing, na U.W. Jako muzyk nauczyła się systematyczności, mogła być nawet nazywana kujonem, chociaż przez statystykę to akurat się ,,prześlizgnęła”. Studia magisterskie robiła już za granicą. Nie bała się wyjazdu, bo już będąc nastolatką, spędzała znaczną część roku w obcym kraju i to na innym kontynencie.

AFRYKA DZIKA
Do Afryki pierwszy raz pojechała w wieku lat 13-stu. Jej mama tymczasowo wyemigrowała tam z ojczymem, który pracował w szpitalu jako ginekolog. Olga mieszkała z nimi w Zambii, czyli dawnej Północnej Rodezji, a oprócz tego podróżowała po Zimbabwe, Tanzanii i Kenii. - Miałam jeszcze do wyboru pensjonat w Anglii, co kojarzyło mi się z samotnością, więc  mniej więcej pół roku spędzałam z moją ,,ciocią-babcią”, a drugie pół w Afryce – wspomina. – W szkole zdawałam zawsze egzaminy wcześniej, a do rodziny jeździłam na wszystkie święta, ferie, wakacje, i jeszcze trochę sobie przedłużałam pobyt. Jadła tam, to co w Polsce, tylko zdrowiej; na przykład, kurczaczki były mniejsze, bo nie na hormonach, więc też lepiej smakowały. Ta część Afryki została zdominowana prze Hindusów i Greków, więc z tymi narodami kojarzyły się jej potrawy. Jedzenie typowo afrykańskie było bardzo skromne, stanowiło kaszę mili-mili, ewentualnie z kawałkami mięsa. Do tego owoce, które były większe, niż gdziekolwiek, tak jak awokado, które w supermarketach ma 30 cm, tu mierzyło 50 cm. Przez te wszystkie lata przyjaźniła się tam z Greko-Irlandczykiem, który się tam urodził, mieszkał i uczył. - Afryka była dla mnie rajem. Wyjeżdżałam z biednego komunistycznego kraju, gdzie wszystkiego brakowało, a tam do naszej dyspozycji była willa z basenem – opowiada. - Z przyjaciółmi jeździłam sportowymi samochodami nad cudowne wodospady. Czułam się, tak jakbym oglądała jakiś hollywoodzki film. Polska - szczególnie wiosną - kojarzyła jej się bardziej z romantyzmem; z poematem mickiewiczowskim, czy mazurkiem Chopina. Natomiast - wielka i dzika Afryka - z jakimś zwierzęcym zapałem. - To się czuło w powietrzu. Zapach kojarzył mi się z kolorem pomarańczowym – zamyśla się na chwilę. - Było mi tam cudownie. Brakowało jedynie tego aspektu kulturowego: teatru, kina, koncertów. Jeździła tam konno, czego nauczyła się jeszcze w Polsce w wieku 6 lat. Skakała na bungee przy Wodospadach Wiktorii. Było to dla niej niewiarygodne przeżycie. Zamierzała się tylko przyglądać z innymi dziewczynami, jak to robią chłopcy. Jeden z nich miał lęk wysokości, a jednak skoczył, a potem powiedział jej: ,,O, Boże, czułem się jak ptak, taki wolny, Ola musisz to zrobić!” Tak ją tym zachęcił, że nie było już odwrotu. Założyła uprząż, 3, 2, 1 – bungee, no i poszłooo. Krokodyle? Twierdzi, że były niemalże wszędzie. Gdyby jakiś zaczął ją gonić, to na pewno nie zdołałaby uciec. Taki gad, chociaż wygląda ospale, jest niesamowicie dynamiczny; biegnie bardzo szybko, a głowę odwraca o 180º. Ludzi potrafi atakować z lądu. Nie musi być głodny, żeby przechować sobie ofiarę na później. - Ja sama nie, ale mój przyjaciel chodził wszędzie z bronią. - Mieszkałam 9 km od granicy Zairu, a jego mieszkańcy przyjeżdżali z kałasznikami kraść samochody a Zambii- wspomina. - Podchodzili np. pod bramę z karabinem i kazali wychodzić z auta. Ci agresywniejsi strzelali do nadjeżdżających samochodów, oczywiście go niszcząc a i często zabijając ludzi znajdujących się w środku.. Zdarzało się, że zabijali białych. Ich sąsiad, Kanadyjczyk, który mieszkał trzy domy dalej, zdołał uciec takim oprawcom. Słyszała te klaksony i straszliwe krzyki. Jednak takie sytuacje były raczej incydentalne i pojawiały się ze strony Zairczyków, a nie Zambijczyków, którzy dla odmiany byli sympatyczni. Olga twierdzi, że pomimo wszystko, było tam raczej bezpiecznie...



 

Your are currently browsing this site with Internet Explorer 6 (IE6).

Your current web browser must be updated to version 7 of Internet Explorer (IE7) to take advantage of all of template's capabilities.

Why should I upgrade to Internet Explorer 7? Microsoft has redesigned Internet Explorer from the ground up, with better security, new capabilities, and a whole new interface. Many changes resulted from the feedback of millions of users who tested prerelease versions of the new browser. The most compelling reason to upgrade is the improved security. The Internet of today is not the Internet of five years ago. There are dangers that simply didn't exist back in 2001, when Internet Explorer 6 was released to the world. Internet Explorer 7 makes surfing the web fundamentally safer by offering greater protection against viruses, spyware, and other online risks.

Get free downloads for Internet Explorer 7, including recommended updates as they become available. To download Internet Explorer 7 in the language of your choice, please visit the Internet Explorer 7 worldwide page.